„Przyjazne dusze” w reżyserii Wojciecha Dąbrowskiego, Teatr Komedia we Wrocławiu – wiem tylko tyle, gdy jako uczestniczka warsztatów dziennikarskich na UTW, prowadzonych przez p. Magdę Wieteską zamierzam skorzystać z zaproszenia na spektakl…

 

Sponsorem jest reżyser, dyrektor i aktor w jednym, p. W. Dąbrowski – dziękuję (trochę inwestuję w przyszłość, może zadziała). Nie jestem kulturalnym troglodytą, ale w tym teatrze nigdy nie byłam. Niewątpliwie zachętą jest rola pani Emilii Krakowskiej, niezapomnianej Jagny w „Chłopach” Jana Rybkowskiego.

Kurtyna w górę i widzę przyjazną, dość staromodną scenografię, para bohaterów w strojach miłych dla oka, niestety, widz dość szybko odkrywa, że to duchy. Mąż-ateista nie dostąpił zaszczytu wejścia do nieba, a ponieważ (według mnie) był dobrym człowiekiem, nie chciało go też piekło. Czyżby więc pobyt na Ziemi we własnym domku letniskowym wraz z towarzyszącą mu żoną (zginęli razem) był czyśćcem? Dość szybko do duchów dołączają realni, żywi bohaterowie. Mają problemy, więc przyjazne duchy chcą pomóc. Pomaga też wezwany anioł stróż – wbrew wyobrażeniom – kobieta (gender?).

Oglądając wiedziałam, że nie straciłam czasu. Sztuka jest świetnie zagrana, trochę muzyki i efekty świetlne dodatkowo budują nastrój. Nie jest prostą komedyjką, w lekkostrawny sposób przemyca refleksje nad przemijaniem, daje do myślenia, czy nie tracimy niektórych danych nam w życiu doczesnym szans – „dlaczego nie powiedzieliśmy sobie tego, gdy żyliśmy?” mówi jeden z bohaterów. Szczęśliwe zakończenie, jak to w komedii, potwierdza chyba moją tezę o czyśćcu.

Wyślę na tę sztukę rodzinę i znajomych, żeby mogli pogadać o moich tezach i teoriach.

Jagoda Michalak
Autor: Jagoda Michalak

Absolwentka fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Przez wiele lat uczyła w jednym z wrocławskich liceów.